Konkurs!

135x167-zycieSpoleczenstwo1.png

Walę tynki

13.02.2015 (piątek)

Walenie tynków odbywa się już trzeci dzień.

Panowie dozorcy (jest ich trzech) muszą skuć farbę i tynk z takiego kawałka ściany o powierzchni ok. 1 m2, bo farba oblazła. Na razie, jeszcze nie skończyli, a ściana straszy przy wejściu. Trzymamy kciuki.

Oprócz aspektu murarskiego tytułu tej notki, jest też aspekt miłosny.

Dziś miałam kiepski początek dnia, bo wychowawczyni 2a nie uprzedziła mnie, że idzie z klasą na wycieczkę. Siedziałam, zatem 3 godz. w szkole, czekając na tę klasę. Zamiast na 14:00, przyszłam na 10:00 robić kółko… Bez sensu. Irytuje mnie ten zwyczaj porywania klas bez słowa…

W bezsensownym mega-okienku zrobiłam dekorację na korytarzu, która wyszła ładnie. Tak ładnie, że pani kierownik zaczęła się zachwycać na głos i publicznie. To było miłe i humor zaczął wracać.

Następnie odnaleziona 2a wyraziła opinię, że szkoda, że mają świetlicę ze mną tylko w piątki. To też miłe. Humor zaczął robić się „na plus”.

Po jakimś czasie przyszła do mnie mama A. z umiłowanej 5d z lizaczkiem. Poprosiła mnie na osobność, dała lizaczka w kształcie serduszka i rzekła: „No, bo my panią kochamy!”. Wyciskałyśmy się i już nawet byłam zadowolona z życia.

W okolicy godz. 16:00 przypadkiem zagadałam się w szatni z mamą Kuby z 2b. Owa mam też całkiem przypadkiem wyżaliła mi się, że syn zgubił album z kartami piłkarskimi za 500 zł (!). Odpytałam, kiedy to było i czy zostawił na dworze? Owszem, na dworze. Zatem, wiem, gdzie jest, bo go osobiście znalazłam i oddałam do sali 44. Kuba oszalał z radości i poleciał po album. Album rzeczywiście na niego czekał, więc szaleństwo sięgnęło zenitu. Zostałam wyściskana i ugnieciona z każdej strony. Po 15 min. Kuba wrócił z mamą do szkoły z gigantyczną puszką czekoladek dla mnie. Jak słowo honoru, nigdy nikt mnie tak miło nie potraktował, gdy mu coś znalazłam!

Wiele innych miłych drobiazgów wydarzyło się w dzień walenia tynków. Drobiazgi trzeba zbierać, bo są najlepszym lekarstwem na wkurz i deprechę zawodową. Na deser ostatnia miłosna anegdotka:

Tosia: Proszę pani! Proszę Pani! Będzie ślub! I ja będę druhną.
Justyna: A ja będę trzymała obrączki!
Krysia: Ale będzie wspaniale!
Ja: A czyj to ślub?
Tosia: Julii i Krzysia
Ja: A oni o tym wiedzą?
Mania: Nie…
Ja: Aha. Czyli planujecie ślub bez pary młodej.
Justyna: No tak. I ja będę matką chrzestną dziecka.
Ja: Tego, którego jeszcze nie ma?
Justyna: Tak właśnie!
Ja: A skąd pomysł, że Julka akurat z Krzyśkiem?
Krysia: Bo ona… No! Ona dziś dała Krzyśkowi lizaka…
Tosia: …w kształcie serduszka!
Justyna: I widzi pani. Musi być ślub!
Ja: Oni was pozabijają, jak się dowiedzą…
Mania: Tak. Hi, hi…

I pobiegły w dal chichocząc…

8c komentarze/y do Walę tynki

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>